top of page
Szukaj

Złodzieje uwagi i odzyskany czas

  • 28 mar 2025
  • 5 minut(y) czytania


Czy naprawdę masz czas?

Kiedy ostatni raz czułaś, że naprawdę masz czas? Nie ten przerywany powiadomieniami, nie ten planowany co do minuty, nie ten, który w połowie dnia przepływa przez palce na bezwiednym scrollowaniu. Tylko czas, który w pełni należy do Ciebie.

Nie oszukujmy się – technologia towarzyszy nam na każdym kroku. Smartfony są naszym centrum dowodzenia, źródłem wiedzy, niezwykłym narzędziem pracy i rozrywki, przestrzenią do kontaktu ze światem, ale i niekończącym się pożeraczem uwagi. Ja też siedzę w tym głęboko – zawsze online, zawsze pod telefonem. Dopiero pewne momenty otworzyły mi oczy.

Refleksję nad użytkowaniem technologii wywołały momenty, w których absolutnie nie pamiętałam o istnieniu telefonu. To zazwyczaj chwile w podróży czy czas spędzony z przyjaciółmi offline. Po prostu w tym czasie nie ma już dla mnie nic ciekawego w sieci, w telefonie. Wszystko, co mogłabym chcieć tam obejrzeć, mam przy sobie: inspirujących ludzi.

Ludzie to przecież też źródło wiedzy i informacji, a w mojej nowej higienie cyfrowej stosuję rozwiązanie – jeśli czegoś nie wiem, nie googluję tego od razu, pytam osobę, która mogłaby mieć wiedzę na ten temat. To daje mi też pretekst do rozmowy z nimi i mam nadzieję, że dzięki temu czują się ważni i sami doceniają to, że faktycznie na czymś się znają. Też tak masz? Jeśli chodzi o gotowanie smaków znanych z domu... przecież żadna Ania Gotuje, nie będzie się na tym znała tak, jak MOJA MAMA. :)

Te sytuacje, kiedy nie muszę sięgać po telefon, dały mi też refleksję nad tym, jak wcale niewiele potrzeba, by zorganizować sobie taki czas. Najtrudniejszym krokiem wcale nie jest aranżacja czasu bez ekranu, a tak naprawdę moment odklejenia się od telefonu.

Po rozmowach z moimi klientkami i bliskimi osobami o tym, "Co się zmieni w Twoim życiu, kiedy częściej będziesz offline?" – zauważyłam, że wszyscy dostrzegamy to, co na nas czeka po "drugiej stronie tęczy", czyli po stronie offline. Ludzie widzą tam czas dla siebie – na self-care, na relacje, na coś, co naprawdę ich wzmacnia: jogę, naukę gry na instrumencie, czytanie książek, przebywanie w naturze, mniej porównywania się z innymi. Widzimy tam tak wiele wartości, a nadal z jakiegoś powodu nie sięgamy po ten "kufer ze złotem" na końcu tęczy. Dlaczego?

Tak jakby się okazywało, że tęcza (internet) nigdy nie ma końca… i niestety trochę tak jest. Zawdzięczamy to niekończącemu się feedowi – stale odświeżającemu się strumieniowi informacji, naszym facebookowym czy instagramowym wallom.

👉 Kod inifinite scroll napisał Aza Raskin , a dziś, w wielu swoich wypowiedziach, zaznacza, że żałuje tej decyzji i zwraca uwagę na etykę wokół nowych technologii ( za publikacją A.R. w serwisie x.com: "I used to believe that my job as a designer was optimizing for ease of use. That was myopic. It can lead to dire consequences."). Coś, co miało nas wspierać, dziś jest największym złodziejem naszej uwagi – a na tej kradzieży ktoś zarabia. I to niemało.


Momentem przełomowym w dostrzeganiu potrzeby zmiany było dla mnie moje powracające pytanie w chwilach offline: Dlaczego nie robię tego częściej? Co musi się wydarzyć, bym mogła doświadczać tego częściej?

Przełomem dla mnie było przeprowadzenie 24-godzinnego detoksu od telefonu. Dotychczas moje detoksy obejmowały odinstalowywanie apek Instagrama i Facebooka na określony czas, ale jednak pozostawanie w kontakcie poprzez komunikatory. Tym razem zdecydowałam się całkowicie schować wyciszony telefon do szuflady i dodatkowo – nie doświadczać czasu. Nie miałam dostępu do zegara.

Chciałam się głęboko ze sobą skontaktować. Nie planowałam aktywności na ten dzień, chciałam sprawdzić, na co przyjdzie mi ochota. Chciałam sprawdzić, co podpowie mi moje ciało – kiedy poczuję się głodna, kiedy poczuję się śpiąca.

Podczas tego eksperymentu zrozumiałam, jak bardzo uzależniam zaspokajanie moich potrzeb fizjologicznych od tego, która jest godzina, a nie od tego, czy faktycznie tego chcę i potrzebuję.

Na przykład: Czy wieczorem zdążę jeszcze poczytać i obejrzeć film i dodać do tego długą kąpiel w wannie? Wszystko wymierzone pod linijkę, dokładnie pod daną porę dnia – a nie pod to, czy w ogóle mam na to jeszcze siłę i ochotę.

To samo z jedzeniem. Czy już czas na obiad? Która jest godzina? Zamiast sprawdzić: Hej, Ewa – jesteś głodna? Czy czujesz ssanie w żołądku? Czy Twoja myśl o jedzeniu to zachcianka, czy głód?

Najbardziej oburzającą, a zarazem otrzeźwiającą refleksją było poczucie, że mam absolutną swobodę robienia czegokolwiek, w tym robienia ZUPEŁNIE NIC.  Tak jakby korzystanie z telefonu mi coś dyktowało. Śmieszne, co?

To mocno mnie obudziło. Obudziła mnie myśl: Mogę po prostu patrzeć na padający śnieg, bo dzisiaj nie muszę już nic więcej.

A czy posiadając telefon muszę? Mówimy o niedzieli, o dniu wolnym od pracy. Czy to oznacza, że w taką samą niedzielę – ale z telefonem w ręce – coś muszę albo czegoś nie mogę?

Po moim detoksie, wpadła mi w ręce rosnąca w popularność książka "Cyfrowy minimalizm" Cala Newporta. Kobiety, których treści w sieci lubię, również zaczęły zwracać uwagę na temat ich relacji z technologią – Asia Okuniewska, Kasia Gandor, Kaja Kraska. (Sama zaczęłam zauważać, czy algorytm mi podpowiedział? :) )

Zabrałam się za lekturę i chyba pierwszy raz czytałam książkę z długopisem i zeszytem w ręce. Notowałam jak szalona i niemal natychmiast chciałam przetestować na sobie podpowiadane rozwiązania.

Czułam ekscytację i niezwykły power do działania. Przecież ja też widziałam te wszystkie piękne rzeczy, które czekają na mnie po offlinowej stronie tęczy. I razem z tą książką poczułam, że naprawdę mój "kufer ze złotem" jest w zasięgu mojej ręki. Jako coach, nie mogłam tak po prostu rzucić się na działanie - moja choroba zawodowa stawia przede mną pytanie - Ewa, co w tym ważnego, by się tym zająć? Oh ile stron zeszytu pod tym hasłem zniknęło. Czuję, że to mój czas, że po 24h detoksu już wiem, jaki stan lekkości i spokoju może mi towarzyszyć i to są wartości, które naprawdę głęboko cenię w życiu. To jest to, czego dla siebie i świata chcę więcej. Jednak budowanie higieny cyfrowej to nie zawsze ohy i ahy nad odzyskanym czasem, ilością przeczytanych książek i nowymi chwytami na ukulele. To też gorzki smak potknięć. Dwa dni obniżonego nastroju, które przyjemnie otulił kolega Instagramek, chorą ilością swoich rolek. Znów scrollowanie. Znów refleksja nad tym, jak łatwe, lepkie i podstępne jest to rozwiązanie na rozładowanie napięcia, które w sobie nosimy. Z wielu prywatnych względów nastąpiło u mnie obniżenie nastroju i zauważyłam jak łatwo przykleja mi się wówczas do ręki telefon. Krótkofalowo działa, przecież niekończący się feed (infinite scroll), nagroda w postaci szybkiej dopaminki, śmiesznego filmiku z kotkiem, na pewno tam czeka. Nie wiadomo kiedy się objawi, ale czeka. To jak jednoręki bandyta. Ta wygrana tam jest, nie wiemy po ilu próbach, ale przecież wiemy, że SIĘ ZDARZA. I to wystarczy, by ta nikła obietnica nagrody w raju sprawiła, że będziemy przewijać, aż w końcu się ZDARZY. Książka "Cyfrowy minimalizm" zaprosiła mnie do pięknej refleksji nad tym, czy włożony w social media czas jest wprost proporcjonalny do korzyści jakie otrzymuję z ich użytkowania? To pytanie retoryczne. :) Bywa gorzko, po 2 dniach scrollowania, nie czuję, żeby to był czas mojego życia, jednak czuję, że nie straciłam z oczu celu. Że nadal idę. Że miałam po prostu wybój na drodze. Już jestem na swojej ścieżce, idę po mój kocioł złota na offlinową stronę tęczy.



👉 Jeśli miałabym powiedzieć o najważniejszej zmianie, jaka pojawiła się w efekcie budowania higieny cyfrowej, to powiedziałabym, że zyskałam zaufanie do siebie.

Że już do tej drugiej strony wracać nie chcę.

 
 
 

Komentarze


Skontaktuj się

Telefon: 570 302 797

  • Facebook
  • Instagram

Do usłyszenia!

Zdjęcia, które oglądasz na tej stronie są autorstwa: BLUELENS Photo Adrianna Maksym, Eweliny Łukszy i Aleksandry Szatan.  

© 2024 by Ewa Gałązka. Powered and secured by Wix

bottom of page